wtorek, 2 lutego 2016

Rozdział 10

- Kochana siostrzyczko, możesz mi powiedzieć co tutaj się u licha dzieję?- zapytałem, schodząc do salonu, z którego dochodziły takie wrzaski i śmiech, że zastanawiałem się czy nie pobudziły dzieciaków.- Kim do diabła jest koleś, który właśnie rzyga na moją kanapę?
- To Antonio, nowy przyjaciel Eleny.
- Ach tak, nowy przyjaciel Eleny, a czy ten jej nowy przyjaciel, mógłby z łaski swojej opuścić mój dom?!
- Moglibyście kłócić się odrobinę ciszej?- zapytał Klaus, który ewidentnie nie był w najlepszym humorze.- Jeżeli ktoś jeszcze raz obudzi mojego syna przysięgam, że nie zdąży nawet się wytłumaczyć, bo ja już odrąbie mu głowę! Poza tym, Caroline wytłumaczysz mi dlaczego ty ledwie trzymasz się na nogach? Umawialiśmy się, że nie będziesz upijać się do nieprzytomności. Kim do cholery jest ten zarzygany facet i gdzie zgubiłaś Elenę?
- To nowy przyjaciel, naszej księżniczki, a właśnie gdzie się ona podziewa?- pospieszyłem z odpowiedzią.
- Poszła do piwnicy poszukać jakiegoś wina. No co braciszku, nie patrz tak, chyba nie jesteś sknerą i pozwolisz rodzinie spróbować swoich wyrobów?
- Klaus, zabierz ją, bo inaczej to ty będziesz musiał szukać trumny dla swojej żoneczki. Ty koleś- postawiłem faceta na nogi- to nie hotel jak chcesz zaciągnąć tą wredną jędzę do łóżka, to nie w moim domu. Zapomniałbym jeżeli nie chcesz zbierać swoich zębów z podjazdu, wynoś się i to migiem!- rzuciłem nim w stronę drzwi.- Teraz gdzie jest nasza królowa balu?
- Caroline, spójrz tylko co znalazłam, ten buc, twój brat nie jest jednak takim ignorantem na jakiego wygląda, zna się na winach- do salonu weszła jeszcze bardziej od mojej siostry, wystawiona Elena.- Widzę, że mężczyźni do nas dołączyli, a gdzie mój chłopak?
- Mogłabyś postawić butelkę mojego wina na moim stole- powiedziałem chwytając ją za ramiona.- Dla twojej wiadomości, nie będziesz sprowadzać do mojego domu, żadnych swoich gachów, zrozumiałaś?- potrząsnąłem nią.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić- wyrwała się.- Nie będziesz narzucać mi z kim wolno, a z kim nie wolno mi się spotykać, zrozumiałeś?!- pobiegła na górę do swojego pokoju.
- Nie patrzcie tak- powiedziałem, do przyglądających się mi Klausa i Caroline.- Koniec przedstawienia- wściekły poszedłem do swojego gabinetu.

***

- Moja głowa- powiedziałam, otwierając oczy.- Dziękuję- wzięłam od Klausa szklankę z aspiryną.- Co się właściwie stało? Moja głowa za moment roztrzaska się w drobne kawałki.
- Daliście wczoraj niezłe przedstawienie- uśmiechnął się.- Jednak nic nie może się równać z wściekłością Damona, kiedy zobaczył faceta, którego przyprowadziła sobie Elena.
- Wściekł się?- zapytałam z uśmiechem.- Myślisz, że nasz plan powoli się sprawdza?
- Jak na moje oko, to sprawdza się w stu procentach. Jeżeli Damon, nie powie Elenie kilka słów do słuchu, to niebywale się zdziwię- powiedział.- Jednak kochanie, czy następnym razem, nie mogłybyście trochę przystopować, oczywiście możesz wychodzić z przyjaciółką się zabawić, beze mnie, ale czy musisz wracać do domu w stanie, kiedy nie możesz utrzymać się na nogach?- zapytał delikatnie.
- Nie wiedziałam, że tak mnie zetnie- uśmiechnęłam się.- Od miesięcy nie piłam alkoholu i nawet dużo go nie było, a poczułam się jak po tygodniowej balandze. Klaus, to bardzo uroczę, że się o mnie martwisz.
- A kto powiedział, że ja to robię, dlatego że się martwię?- spojrzał na mnie kpiąco.- Kochanie, ja wręcz uwielbiam patrzeć jak się męczysz ze swoimi dolegliwościami. Musze ci powiedzieć, że to bardzo zabawne- uśmiechnął się złośliwe.
- Naprawdę kochający z Ciebie mąż, doceniam to- odpowiedziałam.- Musisz się nade mną znęcać, jesteś gorszy niż ta cholerna migrena- narzuciłam poduszkę na głowę.
- Nie myślałem po prostu, że z Ciebie taka imprezowiczka. Jesteś moją żoną, a muszę ci powiedzieć, że poznaje cię z nowej, nieznanej mi jak dotychczas strony.
- Dobrze, już dobrze zrobisz mi małżeńską awanturę, kiedy poczuje się lepiej. Teraz opowiedz, jak dokładnie to wczoraj wyglądało. Praktycznie nic nie pamiętam.
- Co mam ci właściwie powiedzieć, Damon wściekł się jak diabli, kiedy zobaczył faceta, który z wami przyszedł. Niby nie chciał, żeby w jego domu nocował jakiś nieznajomy koleś, ale jak na moje oko właściwie chodziło o to, że on będzie nocował w tym domu, razem z Eleną w jej łóżku.
- Wspaniale- uśmiechnęłam się.- Mam tylko nadzieję, że mój kochany braciszek nie zrobi jej karczemnej awantury, jak myślisz?
- Ten dom będzie pękał w szwach, zobaczysz, a wszystko przez te twoje durnowate pomysły, jak u napalonej nastolatki.
- Dobrze niech ci będzie, a teraz chodź, pokażę ci jaka ze mnie napalona nastolatka.

***
 - Co się dzieje?!- wrzasnęłam, kiedy ni z tego ni z owego, zostałam oblana lodowata wodą.- Damon, czy ty kompletnie zdurniałeś? Wynoś się z mojego pokoju!
- Czy nasza księżniczka, raczy dzisiaj wstać z łóżka, czy będzie przez cały dzień leczyć swojego kaca?- zapytał ze złośliwym uśmieszkiem.- Wstawaj, musimy pogadać- nagle pociągnął mnie za nogę i wylądowałam na podłodze.- Po pierwsze, jeżeli myślisz, że możesz sobie sprowadzać do mojego domu, kogo ci się podoba, to się mylisz to nie jest hotel, a po drugie jak ci się nie podoba to się wynoś.
- Czyli albo będę zakonnica albo mam wynająć pokój, tak?
- Wreszcie zrozumiałaś- klasnął w dłonie.- Czyli nie jesteś taką słodką idiotką na jaką wyglądasz.
- Jak śmiesz! Jesteś ohydnym, nienormalnym, zadufanym w sobie dupkiem! Nie masz prawa mnie oceniać, nie taki ktoś jak ty! Nienawidzę cię!
- Czuje się niewyobrażalnie zraniony, naprawdę- zakpił.- Jednak będę musiał nauczyć się z tym żyć. Teraz lepiej, żebyś zastanowiła się nad moją propozycją albo spadaj i idź gzić się gdzie indziej.
- Przyznaj, nie potrafisz powiedzieć mi prosto w twarz, że jesteś zazdrosny. Myślałeś, że teraz tygodniami będę zalewała się łzami po tym jak, ty okazałeś się dupkiem i postanowiłeś wykorzystać
sytuacje, kiedy okazałam słabość- podeszłam do niego i chciałam wymierzyć policzek.
- Spróbuj jeszcze raz, a przysięgam, że ci oddam- powiedział, chwytając moją pięść.
- Nie odważyłbyś się!- krzyknęłam.- Wynoś się!
- Co się tutaj dzieje?!- do pokoju wparowała Caroline.- Wrzeszczycie na siebie, że aż ziemia się trzęsie.
- Przyszła następna histeryczka- powiedział Damon.- Siostrzyczko, proszę cię, żebyś nauczyła swoją przyjaciółeczkę, że mój dom nie jest burdelem, nie chce, żeby moi pracownicy później szeptali o mnie po kątach, cieszę się szacunkiem, który mi dotychczas okazywali, jeżeli się to zmieni, przysięgam obie za to zapłacicie- wyszedł z pokoju zanim zdążyłyśmy zareagować.
- Zadziałało?- zapytała Caroline, kiedy upewniła się, że Damon nie może nas już usłyszeć.
- Zwariowałaś? Nie to ja zwariowałam, że cię posłuchałam. Damon kazał mi się wynosić, jeżeli zamierzam sprowadzać do jego domu jakiś mężczyzn. To nie był najlepszy pomysł.
- Wręcz przeciwnie- klasnęła w dłonie. Spojrzałam na nią z powątpiewaniem.- Nie rozumiesz? Jeżeli mój brat wścieka się o jakiegoś tam nieznajomego, to znaczy że zabolało i to najprawdopodobniej bardzo mocno. Znasz go i ty jak nikt inny powinnaś wiedzieć, kiedy Damon cierpi. Wtedy staje się jeszcze bardziej wredny niż na co dzień.
- No nie wiem, może to tylko męska urażona duma- powiedziałam.- Mężczyźni miewają takie humory, kiedy ich zdobycz nie postępuje tak jak się tego po niej spodziewali. Wypisuje się z naszego układu, muszę zająć się pracą dla twojego męża a nie jakimiś głupimi gierkami z twoim bratem. Naprawdę Caroline, chce mieć teraz święty spokój- dodałam widząc, że już chce coś powiedzieć.- Uważam, że to koniec tematu.
- Jak chcesz, tylko pamiętaj to Damon i zapewne będzie się chciał odegrać, a wtedy wiesz gdzie mnie znaleźć.
___________________________________________
Jest rozdział, można powiedzieć, że przejściowy. KOMENTUJCIE:)

piątek, 18 września 2015

Rozdział 9

Dopiero kiedy trochę się uspokoiłam i po upewnieniu, że nikogo nie spotkam w domu, wróciłam spakować swoje rzeczy. Weszłam do swojej sypialni, wyjęłam walizkę i zaczęłam pospiesznie wrzucać do środka wszystko co miałam. Nie szło mi najlepiej, nadal łzy same leciały mi po policzkach.
- Eleno?- to była Caroline.- Wszystko w porządku? Eleno proszę cie, wiem że jesteś wściekła i masz zupełną rację. Sama skopałabym sobie tyłek. Przestań na moment- nie chciałam jej słuchać, nie chciałam nawet na nią patrzeć.
- Idź sobie, nie zamierzam z Tobą rozmawiać- powiedziałam.- Mam mało czasu, najbliższy samolot do Nowego Jorku, odlatuje za cztery godziny- podeszła do mnie i chwyciła mnie za ramię.- Zostaw mnie w spokoju!- wyrwałam się.
- Nie zachowuj się w ten sposób, Eleno.
- Jak mam się nie zachowywać?- zapytałam sarkastycznie.- Jesteś moją przyjaciółką, tak? Czy prawdziwa przyjaciółka, pozwala aby jej brat, drwił sobie z kogoś, kogo jego siostra podobno traktuje jak członka rodziny? Czy pozwala, aby jej mąż również brał udział w tej intrydze? Według mnie wybacz, ale tak nie zachowują się prawdziwi przyjaciele.
- Wiem masz rację, przepraszam. Jednak na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć to, że nie wiedziałam o niczym dopóki tutaj nie przyjechaliśmy. Owszem chciałam od razu powiedzieć ci prawdę, ale razem z Klausem uznaliśmy, że ty i Damon powinniście załatwić ta sprawę między sobą. W życiu nie pomyślałabym, że tak to przyjmiesz, gdybym to przewidziała nigdy nie ukrywałabym prawdy- powiedziała, rzeczywiście wyglądała na skruszoną.
- On znów mi to zrobił- wyszeptałam.- Znów mnie wykorzystał, a później okazało się to dla niego
wyłącznie zabawą- poczułam jak prawda spływa na mnie strumieniem i powoli mnie miażdży. Rozpłakałam się ponownie jak małe dziecko.
- Eleno, bardzo mi przykro. Może to zabrzmi dziwnie i sama nie mogę uwierzyć, że to mówię, ale myślę że Damon ma teraz wyrzuty sumienia- czy ona właśnie go broniła.- Wiem, wiem jest dupkiem, ale przecież ma serce i owszem na początku chciał dać ci nauczkę, wiesz taką, że nie wszyscy skaczą wokół ciebie jak im zagrasz. Nie patrz tak, czasami rzeczywiście się tak zachowujesz, ale nie o to chodzi. Myślę, że z czasem kiedy zobaczył jak się męczysz,zrobiło mu się ciebie żal i  nie chciał tego ciągnąć, poza tym sam powiedział, że ma dość i pora żebyś się dowiedziała.
- Czyli powinnam była być mu wdzięczna, tak?- poczułam jak mój smutek, przeradza się w złość.- Za to, że postanowił okazać mi łaskę i nie robić ze mnie dłużej idiotki. Nie no wielkie dzięki, to naprawdę pocieszające jak cholera.
- Myślę, że nie powinnaś działać zbyt pochopnie- powiedziała.- W końcu budowa rzeczywiście idzie do przodu i trzeba domknąć wszystkie te prawnicze sprawy, a jesteś adwokatem w firmie Niklausa i to należy do twoich obowiązków. Poza tym, mam dużo lepszy pomysł- spojrzałam na nią pytająco.- Mój brat chciał dać ci nauczkę tak, więc nadeszła pora, żebyś to ty dała nauczkę jemu- nadal nic nie rozumiałam.- Pomyśl tylko, co najbardziej zaboli Damona Salvatore? No, wyobraź sobie jak się wścieknie, kiedy zobaczy, że nie uciekasz jak zwykły tchórz do Nowego Jorku, tylko patrzysz na niego z wyzwaniem w oczach i zaczynasz flirtować z innymi mężczyznami- uśmiechnęłam się mimo woli.- Widzisz, to wspaniały pomysł, no już wycieraj łzy i umyj twarz. Później pójdziemy razem gdzieś na drinka.
- A co zrobisz z dziećmi?
- Jak to co, moje dzieci mają ojca, no nie? Właśnie idę go poszukać i zakomunikuje mu to, że dzisiaj zostanie sam, a my idziemy poszaleć. Kto wie, może kogoś poderwiesz?- jej entuzjazm, zaczynał się udzielać również mi.
- Caroline, prawdziwa z Ciebie wariatka.

***

- Mam nadzieję, że Elena ci wybaczy i nie zabije nas za to co jej zrobiliśmy- powiedział Klaus, kiedy siedzieliśmy w barze popijając drinka.- Wierze w metody Caroline.
- Moja siostra, rzeczywiście potrafi sprawiać cuda. Jednak, jeżeli o mnie chodzi, zdaje sobie sprawę, że sytuacja jest na prawdę trudna. 
- Sam na własne życzenie, spowodowałeś to wszystko. Tak naprawdę nawet nie wiem dlaczego. Przyznaj przed samym sobą, że nie zachowałeś się jak prawdziwy mężczyzna. 
- Masz racje, ale ona sama momentami się o to prosiła- nie wyglądał na szczególnie przekonanego.- Dobrze, powiem ci jak to wszystko wyglądało. My z Eleną kiedyś, jakby to powiedzieć spotykaliśmy się. Wtedy wydawało mi się, że będziemy razem, ale byłem jeszcze gówniarzem i nie potrafiłem się powstrzymać. Spotkałem Gemmę, piękną, temperamentną Włoszkę i tak jakoś wyszło, sam rozumiesz. Jednak, próbowałem to odkręcić i w końcu Elena mi wybaczyła. Na moje nieszczęście Gemma za wszelką cenę chciała zniszczyć nam życie i doprowadziła do tego, że Elena nawet nie chciała o mnie słyszeć. Postanowiłem dać jej nauczkę, że nie wszyscy postępują tak jak ona im karze i dlatego był ten plan, żeby zrozumiała, że starania też coś znaczą, że nie wolno przekreślać kogoś tylko dlatego, że popełnił kiedyś błąd, żeby poczuła to co ja, kiedy mnie ignorowała.
- Kochasz ją? 
- Co nie, chyba nie- nie zabrzmiało to zbyt przekonywując.- Kochałem ją kiedyś jak wariat, ale co ja wtedy wiedziałem o miłości? Tyle co nic. Chciałem tylko, zobaczyć jak się piekli, a później nagle pojawiły się wyrzuty sumienia.
- Dać ci męską radę, z punktu widzenia ojca i męża? Jeżeli mężczyzna naprawdę czuje coś do kobiety, powinien o nią walczyć. Nie intrygami, tylko tak jak powinien, pokazując jej swoje uczucia, to że jest najważniejsza, najwspanialsza i świata poza nią nie widzi.
- Dzięki szwagrze, pomyślę o tym.

***

- Wyobrażasz sobie jaka będzie z tego awantura?- zapytałem, kiedy Caroline przekazała mi swój pomysł.- Kochanie, ty zamierzasz tak wyjść na ulicę?- zapytałem, ponieważ zaprezentowała mi się w bardzo odważnej, krótkiej, prześwitującej, koronkowej sukience.- Jestem przerażony, ja rozumiem, że Elena jest w dołku, ale żebyś ty musiała zakładać takie stroje. Nie idziesz tam chyba, żeby szukać sobie kolejnego mężczyzny?
- Zwariowałeś? Świata poza tobą nie widzę- usiadła mi na kolanach. Klaus, myślisz że Damon nadal ją kocha? Właśnie, przez tą miłość postanowił, zrobić jej krzywdę, ponieważ to, że ją skrzywdził nie podlega dyskusji. 
- Nie jestem pewny, ale wszystko na to wskazuje. Myślę, że tych dwoje ma się ku sobie i najprawdopodobniej coś z tego będzie. 
- Tak bardzo chciałabym, żeby byli oboje szczęśliwi. Ale teraz skup się- czyżbym miał mieć jakiś test.- Mleko dla Theodora masz w lodówce, wystarczy, że podgrzejesz, Charlie chce żeby jej czytać bajki braci Grimm, więc książka leży na nocnym stoliku. Połóż oboje najpóźniej o dwudziestej, bo inaczej jutro będziemy mieli tutaj istne piekło. Jeżeli o mnie chodzi wrócimy najpóźniej, a właściwie jak wrócimy to będziemy. Kocham Cie, a teraz lecę bo w innym wypadku, zdążą nam zamknąć wszystkie kluby- pocałowała mnie przelotnie i już jej nie było. Poszedłem do pokoju dzieciaków.
- No mój mały dżentelmenie, miejmy nadzieję, że mama będzie równie grzeczna co ty- Theo, uśmiechał się do mnie tym swoim uśmiechem z pojedynczych zębów. Poczułem, że jestem tu, gdzie powinienem być.
______________________________________
Trzymajcie sama nie wiem co napisać. Laura uważa, że to opowiadanie idzie jej najgorzej, ja myślę, że jest fajne, takie lekkie i przyjemne.

wtorek, 25 sierpnia 2015

Rozdział 8

Następnego dnia:

- Nienawidzę tego bufona!- wrzasnęłam wchodząc do domu.- Nie dość, że on nie zamierza się ujawniać to jeszcze ten jego asystent nie jest łaskawy odbierać telefonów!- rzuciłam wszystkimi papierami.- Klaus! Gdzie jesteś!?
- Nie ma go tutaj- powiedziała Caroline, wchodząc do salonu z Theo na ręku.- Co tak wrzeszczysz, wystraszyłaś mi dziecko.
- Przepraszam- dopiero teraz zauważyłam jaką mały miał przerażoną minę.- Nie chciałam, ale nawet nie zdajesz sobie sprawy jacy ci robotnicy są nieznośni. Nie dość, że budowa idzie do przodu niemal w ślimaczym tępię, to jeszcze doprowadzają mnie do szału swoimi sprośnymi uwagami. Wiesz może gdzie jest Klaus?- co za głupie pytanie, w końcu to jego żona.- Wolałabym, żeby on się nimi zajął.
- Razem z Damonem pojechali do jego winiarni- odpowiedziała.- Zabrali ze sobą Charlotte, ale powiedział, że zajrzą na budowę w drodze powrotnej- dodała.- Jeżeli to ci poprawi humor, możemy pójść na zakupy, albo na zwykły spacer, już zapomniałam jak piękne krajobrazy można tutaj zobaczyć.
- Nie mam na to najmniejszej ochoty- powiedziałam.- Chyba pójdę się położyć- nie powiedziała nic więcej, więc poszłam na górę.

Dwie godziny później:

- Eleno?- usłyszałam ciszę pytanie.- Śpisz? Dobrze się czujesz?- to był Damon.
- Tak, tylko czułam się bardzo zmęczona- odpowiedziałam, odwracając się do niego.
- Ciężki dzień?- zapytał pobłażliwie.- Możesz się wygadać, co się stało?
- Mam już dość tej całej szopki z budową- powiedziałam.- Ten Millianvellie, doprowadzi mnie do szaleństwa, on nawet nie raczy się pofatygować na budowę, a pełnomocnik Valverde jest równie lekkomyślny jak jego szef- nabrałam tchu.- Próbuje się do niego dodzwonić już od trzech dni, ale cały czas włącza się jego poczta głosowa- na samą myśl krew mnie zalewała.- Nie wiem już co mam zrobić, żeby obaj się zainteresowali tą budową.
- Nie martw się- powiedział.- Wiesz co ja to załatwię- spojrzałam na niego pytająco.- Znam Millianvelliego i spróbuje zorganizować wam spotkanie. No już rozchmurz się, zmartwienia dodadzą ci tylko zmarszczek- nie mogłam się nie uśmiechnąć.- Musimy się razem napić- pokręciłam głową.- Nie kręć mi tutaj głową, tylko choć- pociągnął mnie za sobą.

- Ha wygrałam- klasnęłam w dłonie.- Jestem nową mistrzynią w piciu tequili! Cały się oplułeś- roześmiałam się.
- Przepraszam, że się nie rozdziawiam jak wąż- również się uśmiechnął.- Jesteś już nieźle wstawiona- zauważył, jak bym sama o tym nie wiedziała.
- Nie tylko nie to- powiedziałam.- Na samo wspomnienie tego co robiliśmy po pijaku, robi mi się niedobrze- udawałam, że się wzdrygam.
- Auć zabolało- odpowiedział.- No przyznaj, wcale nie było tak źle- uśmiechnął się.
- No dobra niech ci będzie, przyznaje- odpowiedziałam.- Jednak to nie zmienia faktu, że po wszystkim zachowałeś się jak pierwszorzędny dupek- zrobił minę zbolałego psiaka.
- No dobra jestem dupkiem- powiedział.- Przyznawanie się po pijaku nie liczy się- roześmiał się.
- Chodź, musimy potańczyć- pociągnęłam go w stronę parkietu, ale zachwiałam się.- Tylko podtrzymaj mnie w pionie- powiedziałam przymilnie.
- Myślę, że na dzisiaj ci wystarczy- trzymał mnie mocno.- Chodźmy do domu, musisz się ewidentnie położyć, bo inaczej jutro wykończy cie kac- wezwaliśmy taksówkę i wróciliśmy do domu.
- Damon, chodź tutaj- pociągnęłam go w stronę sypialni.- Pomożesz mi się rozebrać- uśmiechnęłam się, zatrzaskując drzwi.- Albo najpierw pomogę ci to zrobić- już wiedziałam, że nie powinnam z nim pić.
- Eleno, myślę, że to nie najlepszy pomysł- próbował mnie powstrzymać, ale ja wiedziałam, że nie będzie się długo opierał.
- Oj zamknij się już i pocałuj mnie- sama nie wiedziałam co mnie opętało, ale najwyżej będę tego żałowała jutro.


Następnego dnia:

Kiedy obudziłam się po kilku godzinach niespokojnego snu, Damona nie było obok mnie. Domyśliłam się, że musiał już wstać i zająć się swoimi sprawami. Eleno Gilbert coś ty narobiła! Czy moje życie musi być takie skomplikowane, jak my będziemy teraz funkcjonować z Damonem, czy będziemy się ignorować jak dotychczas, czy coś się między nami zmieni. Co się stało to już się nie odstanie, zastanowię się nad tym później. Powoli wstałam i ubrałam się w jakieś luźne ciuchy, dzisiaj nie musiałam myśleć o pracy. W domu panowała jakaś złowieszcza cisza. Podeszłam do drzwi salonu i usłyszałam przyciszone głosy.
- Nie mogę jej już tego robić- to był Damon.- Wczoraj była już nieźle wyprowadzona z równowagi. Postanowiłem, że powiem jej prawdę- nie rozumiałam o co mu chodzi.
- Wreszcie poszedłeś po rozum do głowy- powiedziała Caroline.- Już kilka razy byłam bliska wyznania jej, że to ty udajesz tego Millianvelliego. Dobrze wiesz, że ona nie zasługuje na to, żeby ją tak oszukiwać.
- Mówiłem ci, że nie poradzisz sobie z tym oszustwem- powiedział Klaus.- Sam miałem wyrzuty sumienia wymyślając bajeczki o mojej firmie- oni wszyscy mnie oszukiwali. Złość wzbierała we mnie z prędkością błyskawicy. Wpadłam do salonu.
- Jak mogliście mi to zrobić!- krzyknęłam, wszyscy spojrzeli na mnie oszołomieni.- Co wy sobie wyobrażacie! Nie wolno nikogo oszukiwać! Musieliście mieć ze mnie niezły ubaw!
- Myślę, że ty i Damon powinniście zostać sami- powiedział Klaus i pociągnął protestującą Caroline do drzwi.
- Eleno, ja...- nie chciałam słuchać jego tłumaczeń. Podeszłam i z całej siły uderzyłam go w twarz.
- Zamknij się!- wrzasnęłam.- Jesteś obłudnym, parszywym sukinsynem! Nienawidzę cie i nie chce cie już nigdy więcej widzieć w swoim życiu!- wiedziałam, że jeszcze chwila i się rozpłaczę. Nie mogłam sobie pozwolić na łzy, nie przy nim. Wybiegłam z domu, nie zrobił nic, żeby mnie zatrzymać.
________________________________________
Jest rozdział, bardzo miło i przyjemnie mi się go pisało. Mam nadzieję, że wam się podoba. KOMENTUJCIE:)




piątek, 6 marca 2015

Rozdział 7

Sama nie potrafiłam w to uwierzyć ale wieczór w towarzystwie Damona, należał do naprawdę udanych. Nigdy wcześniej tak się nie uśmiałam. Nawet on nie udawał, że jest takim bufonem, a może tylko trzymał się na długiej wodzy.
- Ziemia do Eleny- Caroline, zaczęła mi machać ręką przed twarzą.- Masz minę jak rozanielony kociak, powiedz mi czy mój braciszek, nawiasem mówiąc największy buc jakiego znam, sprawował się wczoraj wystarczająco dobrze?- zapytała z uśmiechem.
- Care, jeżeli mam być szczera, Damon pokazał mi zupełnie inną twarz- odpowiedziałam.- Dawno tak dobrze się nie bawiłam, jak wczoraj.
- Nie mogę w to uwierzyć- powiedziała.- Skoro, tak dobrze się bawiłaś to opowiadaj jak było, bo ja tutaj zaraz umrę z ciekawości- dodała z uśmiechem.
- Boże, czy ja naprawdę postradałam zmysły- powiedziałam.- Przecież Damon to gnojek, który myśli, że wszystko mu wolno, a ja dobrze się bawiłam w jego towarzystwie.
- Eleno, owszem mój brat, potrafi nieźle dać człowiekowi w kość, ale przyznaj- zrobiła stosowną pauzę.- Masz do niego pretensje, jeszcze z dawnych lat, no wiesz kiedy wy po pijaku....
- Nawet nie próbuj kończyć- ostrzegłam ją.- To, że my kiedyś, coś tam, nie znaczy, że teraz chce go z tego powodu oczernić. W końcu, sama powiedz czy on nie jest dupkiem, znęcał się nad tobą w dzieciństwie, a jako dorosły wcale się nie zmienił, tylko usiłował na każdym kroku uprzykrzyć ci życie.
- Przyznaje, ale nie zapominaj, że teraz jest już inny- powiedziała.- Po części potrafię go zrozumieć, no bo pomyśl, mama odeszła o pana Salvatore dla mojego ojca jeszcze kiedy Damon i Stefan byli małymi chłopcami. Dodatkowo Damon został ze swoim ojcem, jednocześnie jakby tracąc matkę.
- Caroline, czy ty zawsze będziesz go bronić?- zapytałam.- Spójrz na Stefana, on też stracił swoją rodzinę, ojciec tutaj z bratem, on z matką w Stanach i jakoś nigdy nie powiedział na ciebie złego słowa, wręcz przeciwnie skoczyłby za tobą w ogień, kiedy Damon prędzej by cie do niego wepchnął- roześmiała się.
- Eleno, minęłaś się z powołaniem- powiedziała.- Powinnaś, zostać dramatopisarką. Nie rób, jednak z mojego brata takiego potwora. Sama powiedziałaś, że bawiłaś się dobrze, więc się nie wykręcaj tylko opowiadaj, już szybciutko zanim Theo się obudzi, a nawiasem mówiąc Damon się nim dzisiaj zajmował.
- Mówię ci, ktoś go podmienił- odparłam.- Wczoraj zachowywał się jakby jakoś tak, sama się wiem jak to nazwać, romantycznie. Wiesz najpierw kolacja, tak jak obiecałam, a później poszliśmy na spacer... nie wiem jak to powiedzieć, ale zasypywał mnie opowieściami ze swojego dzieciństwa, z tego jak zaczął zajmować się winiarstwem, a wiesz co było najlepsze, nagle jakby coś go opętało zaczął śpiewać po włosku i na środku ulicy tańczyć ludowy taniec, do którego mnie namówił- wiedziałam, że muszę być czerwona jak burak.- Na koniec kupił mi różę.
- Czyli krótko mówiąc, mój brat to romantyk pełną gębom- uśmiechnęła się- Teraz wybacz, ale muszę spędzić czas z rodziną.

***

- Proszę cie Caroline, tylko nie krzycz- powiedziałem, widząc, że ona zaraz wybuchnie.- Już ci tłumaczę o co chodzi Damonowi.
- Klaus, jak ja niby mam zachować spokój?- zapytała.- Przecież, Elena już przeżywa niezłe mecyję z tą waszą całą ekipą, a co dopiero teraz kiedy wy zamierzacie wszystko jak to ująłeś obrócić w popiół. Jak w ogóle mogłeś wymyślić te wszystkie brednie o swojej firmie?
- Damon, mnie poprosił- odpowiedziałem.- Wiedziałem, że dostaniesz szału, kiedy się o wszystkim dowiesz więc wolałem nic nie mówić, szczególnie kiedy dopiero co wzięliśmy ślub i urodził się Theo.
- Właśnie jestem twoją żoną- powiedziała.- Wydaję mi się, że o tym zapominasz. Obiecałeś, że w naszym związku nie będzie już więcej sekretów, wyczerpałeś już je do końca życia.
- Kochanie, przepraszam- powiedziałem.- Jednak wiesz, ta sprawa nie dotyczy nas bezpośrednio, więc pomyślałem, że nie ma potrzeby cie martwić.
- Nie dotyczy nas, tylko mojego brata i najlepszej przyjaciółki, wielkie mi pocieszenie- odpowiedziała.- Tak właściwie to dlaczego Damon chce uprzykrzyć Elenie życie?
- Tłumaczy to tak, że ona jest jedną z kobiet, które całe życie dostawała co chciała i przez to jest paniusią- zdziwiłem się, bo Caroline zaczęła się śmiać.
- Przygadał kocioł garnkowi- teraz już się krztusiła.- Elena dokładnie w podobny sposób mówi o Damonie. Kochanie coś ci powiem, tych dwoje nigdy za sobą szczególnie nie przepadało, ta sytuacja może to albo pogorszyć albo skończy się ślubem- spojrzałem na nią pytająco.- Wiesz oni kiedyś ze sobą romansowali, byłyśmy wtedy w liceum, ale Damon nie potrafił utrzymać członka w spodniach i nic z tego nie wyszło. Elena udawała, że jej to nie obchodzi, ale my z Bonnie wiedziałyśmy, że bardzo to przeżywała.
- Myślisz, że Damon chce na nowo uwieść Elenę?- zapytałem.- To by oznaczało, że się nie zmienił i nadal jest łajdakiem.
- Niekoniecznie- powiedziała.- Może z tego wszystkiego wyjdzie coś więcej i będą szczęśliwi- uśmiechnęła się.- O chciałabym, więc wam pomogę i nic jej nie powiem.
- Mówiłem ci już, że jesteś najcudowniejszą kobietą pod słońcem?
- Dzisiaj jeszcze nie- musiałem ją pocałować.
_______________________________________________
Trzymajcie rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. Co do opowiadania o Klausie i Elenie, nie myślałam o tym, a na teraz mam tego za dużo żeby się zastanowić, może kiedyś. Do napisania:)

piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział 6

- Nie no panowie, proszę to nie miało tak wyglądać!- krzyczałam, biegając po budowie w błocie po kolana.- Panowie, ja wiem, że państwa szef zażądał żeby brali panowie udział w budowie, ale ja nie mogę pozwolić, na dezorganizowanie pracy całego zespołu.
- Paniusiu, proszę nam tutaj nie przeszkadzać- powiedział jeden z robotników.- Jak widzę jest tylko jedna osoba, która przeszkadza nam w pracy- wskazał na mnie palcem- Pani. Proszę, więc żeby łaskawie zabrała pani swój tyłek, nawiasem mówiąc bardzo zgrabny- mrugnął do mnie cwaniacko- z tej budowy i nie zawracała nam gitary.
- Jak pan śmie!- krzyknęłam i już chciałam go spoliczkować, kiedy usłyszałam za sobą męski głos.
- Panie Graviennie, proszę natychmiast przeprosić, pannę Gilbert za swoje grubiańskie uwagi- powiedział Damon, podchodząc do nas.- Zabrakło panu słów?- zapytał, spoglądając na mężczyznę morderczym spojrzeniem.
- Panie Salvatore...- zająknął się.- Panno Gilbert, najmocniej przepraszam za moje jakże niestosowne słowa- powiedział spuszczając wzrok.- Państwo wybaczą, ale wrócę do pracy- pospiesznie odszedł.
- Dziękuje- powiedziałam, odwracając się do Damona.- Nie musiałeś tego robić, ale i tak dziękuje. Powiem szczerze, że wyraźnie sobie nie radzę, wiesz sami mężczyźni nie chcą mnie słuchać- uśmiechnęłam się.
- Może powinnaś poprosić Klausa żeby tutaj przyjechał- powiedział.- Wiesz ja zawsze mogę ci pomóc, ale myślę, że Klausa słuchaliby bardziej.
- Nie mogę oderwać Klausa od rodziny- powiedziałam.- Wiesz co zrobiłaby mi Caroline, gdyby jej mąż nagle wyjechał na drugi koniec świata, zostawiając ją z dwójką dzieci?- zapytałam retorycznie.- Nie, nie mogę tego zrobić.
- Przyznaj, że czułabyś się pewniej mając go po swojej prawicy- szturchnął mnie w bok, uśmiechając się.- Jeżeli chodzi tylko o Caroline, zostaw moją siostrę mnie- wybałuszyłam na niego oczy.- Chcesz pomocy Klausa z bonusem spotkania z najlepszą przyjaciółką i dwójką małych słodziaków?- zapytał.
- Jak zamierzasz niby tego dokonać?- odpowiedziałam pytaniem.- Caroline, nigdy nie wybierze się w taką podróż, przecież Theo ma dopiero kilka miesięcy, założę się, że woli teraz siedzieć w domu i odsypiać noce.
- Okej, załóżmy się- powiedział.- Jeżeli uda mi się przekonać siostrę, żeby tutaj przyjechała, wisisz mi kolację. Jeszcze jedno, będziesz musiała przeprowadzić się do mnie, żeby dotrzymywać jej towarzystwa, kiedy Klaus nie będzie zapięty do tej najkrótszej smyczy- roześmiałam się.
- Z tą kolacją, to konieczność?- zapytałam zaczepnie.- Niech ci już będzie- przypieczętowaliśmy zakład uściskiem dłoni.
- Poszukaj jakiejś porządnej restauracji- powiedział.- Lubię każdy rodzaj kuchni, żeby było ci łatwiej. Teraz lepiej stąd chodźmy, zanim zatoniemy w tym błocie, założyłem najlepsze buty- podał mi ramię.

***

- Nie mogę w to uwierzyć- wrzasnęłam, chwytając Caroline, w ramiona.- Jestem taka szczęśliwa, nie wierzyłam, że Damonowi uda się namówić was na przyjazd.
- Eleno, zrobiłabym wszystko żeby się z Tobą zobaczyć- odpowiedziała.- Poza tym potrzebuje trochę odpoczynku w pięknej scenerii, wiesz jestem matką.
- Rozumiem, szkoda tylko, że nie będę mogła spędzić z wami każdego dnia- marudziłam.- W końcu ja tutaj przyjechałam do pracy.
- Kochana, powiedz mi o co Damonowi chodziło z jakimś zakładem?- zapytała.- Powiedział cytuje: Wiedziałem, że wygram, nie potrzebnie się ze mną zakładała. O co chodzi z tym zakładaniem?
- Założyliśmy się z Damonem, że jeżeli uda mu się namówić was na przyjazd tutaj, zafunduje mu kolacje- powiedziałam.- Wiesz, że nie będzie to dla mnie szczególnie przyjemne ale to niewygórowana cena w porównaniu z tym, że będę was miała obok siebie- uśmiechnęłam się.
- Uwierz mi będziesz jeszcze samą siebie przeklinała za głupotę- roześmiała się.- Teraz wybacz, ale pewien młody dżentelmen domaga się mojej niezwłocznej uwagi- powiedziała, kiedy usłyszałyśmy płacz Theo.

***

- Nie mam pojęcia co to za knajpka- powiedział Damon, kiedy prowadziłam go jakimiś malutkimi uliczkami Rzymu.- Nie mogłaś znaleźć czegoś bliżej domu?- zapytał.
- Nie- odpowiedziałam po prostu.- Nie będę siedziała tylko we Florencji, kiedy mam u stóp całe Włochy- uśmiechnęłam się.- Jesteśmy!
- U Adeli?- spojrzał na mnie.- Serio? Nie przesadzasz? To miała być restauracja, a nie jakiś bar- naburmuszył się.
- Oj daj spokój- szturchnęłam go w bok.- Będzie fajnie, nie lubisz domowych przysmaków?- zapytałam.
- Raczej rzadko zdarza mi się je jadać- zauważył.- Jestem facetem i moje zdolności kulinarne ograniczają się tylko do podgrzewania mrożonek w mikrofalówce.
- Tym bardziej powinieneś się cieszyć z zaproszenia na domowe potrawy- powiedziałam.- Poza tym chce zobaczyć dzisiaj wieczorem fontannę di Trevi. Muszę wrzucić pieniądze i pomyśleć życzenie, każdy turysta musi to zrobić będąc w Rzymie!- wrzasnęłam.
- Niech ci już będzie- odpowiedział, robiąc jedną ze swoich min.- Będę się objadał toną makaronu, a później pójdziemy zobaczyć fontannę- otworzył mi drzwi.- Pani przodem- uśmiechnęłam się i weszliśmy do lokalu.

- Stefan rozpłakał się jak pięciolatek, ja próbowałem zachować powagę, w końcu byłem starszy, jednak wtedy jak umarł nasz puszek nawet ja uroniłem łezkę. Urządziliśmy nawet uroczysty pogrzeb, a Stef napisał epitafium, zaangażowałem w to rodziców, żeby poczuł się lepiej- Damon opowiadał o śmierci jednego z kociaków ze swojego dzieciństwa. Wiedziałam, że Stefan jest wrażliwym facetem, jednak z tego co mówił, wyłaniał się obraz jego samego, jako dobrego brata i w pewnym stopniu również wrażliwego chłopca.
- Nigdy nie spodziewałabym się po tobie takiej wrażliwości- powiedziałam.- Moim zdaniem za bardzo to wszystko ukrywasz- dodałam.
- Nie jestem, aż takim aniołkiem, jakim się teraz Tobie wydaje- odpowiedział.- Doskonale pamiętam nasze kłótnie. Razem z Bonnie i Caroline były z was straszne paniusie. Takie co to boją się ubrudzić i złamać paznokcie, strasznie to irytujące.
- To raczej ty byłeś strasznym bufonem- przekomarzałam się z nim.- Uważałeś się za najprzystojniejszego i najbardziej uroczego faceta na świecie. Nie mam pojęcia co te dziewczyny w tobie widzą- pokręciłam teatralnie głową.- Okropny z ciebie cynik.
- Nie wiesz co we mnie widzą, ponieważ nie uprawiałaś ze mną seksu- odpowiedział, uśmiechając się najsłodziej jak potrafił.- Dobrze skończmy tą rozmowę i chodźmy zobaczyć fontannę, przecież twoje życzenie czeka- podał mi ramię i wyszliśmy na malownicze uliczki Rzymu.
__________________________________________________________________
Cześć i czołem, jak mnie tutaj dawno nie było. Strasznie zaniedbałam pisanie, ale obiecuje, że się poprawię. Został mi tylko jeden dzień na studiach, później wracam dopiero 14 stycznia, więc będę miała cały miesiąc na pisanie rozdziałów. Mam nadzieję, że jeszcze o mnie pamiętacie.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Rozdział 5

Wystrojona w czarne spodnie, białą koszulę i marynarkę następnego dnia wyruszyłam na spotkanie z tym całym Valentino Valverde. Byłam jednocześnie podekscytowana jak i niezwykle zdenerwowana. W gruncie rzeczy nie miałam pojęcia czego właściwie mam się spodziewać po tym spotkaniu. Jedynie informacje uzyskane od Klausa dodawały mi otuchy. Wytyczne przewidywały, że sam wodociąg będzie kosztował około siedemdziesięciu tysięcy, plus jakieś trzydzieści na robociznę i jakieś dwieście pięćdziesiąt dolarów od działki. Według wszystkich wytycznych i wyliczeń nie była to zbyt wygórowana cena, jednak jak to zwykle bywa w takich sytuacjach potencjalny klient musiał się sprzeciwić. Weszłam do wskazanej przez Valverde kawiarni i zaczęłam rozglądać się za mężczyzną pasującym do opisu jego osoby. Nikogo takiego nie zauważyłam, trudno najwyraźniej jeszcze nie dotarł na miejsce, zamówiłam sobie kawę i postanowiłam poczekać, nauczyłam się, że zawsze trzeba dać człowiekowi możliwość przynajmniej piętnastominutowego spóźnienia.
- Panna Elena Gilbert, jak mniemam- aż podskoczyłam, słysząc głos za plecami.- Najmocniej przepraszam, wystraszyłem, panią?- zapytał, podchodząc do mnie i wyciągając rękę.- Jestem Valentino Valverde, pełnomocnik i wspólnik pana Millianvelliego- usiedliśmy wspólnie przy stoliku.
- Miło pana w końcu poznać- odpowiedziałam z uśmiechem.- Jednak bardzo żałuję, że pana wspólnik nie jest w stanie nam towarzyszyć.
- Cóż, Federica wezwały pilne inwestycje w Stanach, nie mógł odmówić- odpowiedział.- Skoro już o inwestycjach mowa, przejdźmy może do naszych interesów- zaproponował.- Po długich dyskusjach i wnikliwych analizach, wspólnie z Frederickiem doszliśmy do wniosku, iż żądania pana Mikaelsona co do budowy wodociągu są zbyt wygórowane.
- W takim razie proszę mi przedstawić, przygotowany przez panów przykładowy kosztorys- poprosiłam. Wyciągnął z aktówki kilka dokumentów i podał mi. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, ten człowiek albo był zwykłym sknerą albo wcale nie zależało mu na ludziach.
- Panowie, chyba sobie żartują- powiedziałam, oddając mu dokumenty.- Przecież to zwykłe oszustwo, nie widzą panowie, że w przedstawionym kosztorysie wszystkie zyski jakie zostaną poniesione będą z korzyścią dla firmy pańskiej i pana Millianvelliego. Materiały, które panowie proponują są z najniższej półki, poza tym wynagrodzenie dla pracowników jest śmiechu warte, pan Niklaus Mikaelson nigdy nie zgodzi się na takie warunki.
- Rozumiem, jednak proszę żeby dokładnie przedyskutowała to pani z panem Mikaelsonem- odpowiedział.- Jeżeli dojdą państwo wspólnie do wniosku, iż firma pana Mikaelsona nie chce podjąć się budowy wodociągu na naszych warunkach nie będziemy negocjować tylko poszukamy innych chętnych- powiedział wstając.- Proszę do mnie zadzwonić kiedy wszystko ustalicie- podał mi rękę i opuścił lokal.

***

- Uwierzysz?- zapytałam.- Co z niego za burak- powiedziałam, kiedy razem z Damonem, jedliśmy lunch.- Rozmawiałam już z Caroline i poprosiłam żeby Klaus się odezwał. Jednak doskonale wiem, że on nigdy się na to nie zgodzi.
- Jeśli chcesz znać moje zdanie- zaczął.- To ja uważam, że ten Millianvelli ma trochę racji- spojrzałam na niego, nie dowierzając.- Spójrz na to z ich perspektywy, ten wodociąg w gruncie rzeczy kosztuje fortunę, a jest wiele firm, które zrobią to za jeszcze niższą cenę niż oni proponują.
- Damon, czy ty siebie słyszysz?- zapytałam.- Oni praktycznie chcą wyzyskiwać tych ludzi, jak niewolników nie mogę na to pozwolić.
- Ci ludzie będą szczęśliwie mając jakąkolwiek pracę- odpowiedział.- Eleno, tak się tutaj żyję, warunki nie są lekkie, ale ty nie zmienisz świata.
- Nie rozumiem jak możesz być takim bezdusznym człowiekiem- odparłam.- To twoi rodacy, nie chcesz żeby mieli lepsze życie?- zapytałam z wyrzutem.- No tak zapomniałam, jesteś przecież zapatrzonym w siebie egoistą z wielkiego pałacu!- wrzasnęłam.- Ale wiesz co ty i tobie podobni możecie się uważać za pępki świata, ale ja takich będę tępić dopóki będę miała siłę, zrozumiałeś?
- Eleno, to ty niczego nie zrozumiałaś- powiedział po chwili.- Przyjechałaś z tak zwanego wielkiego świata i porównujesz tutaj wszystkich, ale w Europie zupełnie inaczej wygląda życie ludzi.
- Tak sobie tłumacz- powiedziałam.- Muszę iść, może Klaus się odezwie- odeszłam nie czekając czy jeszcze coś powie.

***

- Ale Klaus, jak możesz się na to zgodzić?- zapytałam nie dowierzając, że Nik może być, aż tak głupi.- Przecież te warunki to jakaś kpina.
- Eleno, nie mam teraz zbyt dużej możliwości wybrzydzania- powiedział.- Porozmawiaj z tym pełnomocnikiem i powiedz, że podejmujemy się budowy.
- Czy stało się coś o czym mi nie powiedziałeś?- zapytałam.- Czy coś się dzieje w firmie?
- Nie chciałem cie obarczać jakimiś zmartwieniami- powiedział.- Jednak moja firma nie ma się najlepiej, kilku naszych klientów nie wypłaciło mi pieniędzy i teraz potrzebuje chociaż minimalnego zastrzyku gotówki.
- Może potrzebujesz mojej pomocy w Stanach?- zapytałam.- Zawsze mogę przyjechać i zająć się sprawami tych niewypłaconych pieniędzy- zaproponowałam.
- Nie, nie wolałbym żebyś nadzorowała wszystko tam we Włoszech- odpowiedział.- Tutaj już cały zastęp prawników zajmuje się pozwami, ty lepiej dopilnuj, żeby ten Millianvelli niczego nie kombinował- poprosił.- W razie problemów dzwoń do mnie, a i jeszcze jedno nie opowiadaj o niczym Caroline. Ona i tak już nieźle świruje na myśl, że masz tam tylko Damona, jest gotowa zabrać dzieci i nie zważając na wszystko ruszyć ci na ratunek.
- Cała Caroline, właśnie za to ją kocham- powiedziałam.- Nie martw się nie będę jej opowiadała o problemach, obiecuje. Zadzwonię do ciebie kiedy podpiszemy kontrakt i pracę już się rozpoczną, do usłyszenia- dodałam i rozłączyłam się.

***

- No nieźle ci się udało- powiedział Klaus.- Ona już nienawidzi tego Millianvelliego. Nie mogłeś wymyślić, czegoś innego?-zapytał.- Ona myśli, że to jakiś sknera, a do tego ja musiałem wymyślić bajeczkę o problemach finansowych w mojej firmie.
- Przepraszam, że musiałem cie w to wciągnąć- powiedziałem.- Elena, teraz jest wkurzona, ale jej przejdzie, a ciebie nawet nie podejrzewa o jakieś nieczyste zagrywki, więc nie musisz się o nic martwić.
- Bardzo ciekawe, nie muszę się o nic martwić, mówisz?- zapytał kpiąco.- Pamiętaj jednak, że to wszystko będzie na mnie kiedy wyjdzie na jaw, po tobie każdy spodziewa się najgorszych rzeczy, ale ja nie chce kłócić się z żoną, ani stracić najlepszego prawnika mojej firmy- powiedział.
- Nie stracisz- obiecałem.- Kiedy wszystko się skończy, wyjaśnię dziewczynom o co w tym wszystkim mi chodziło, a one nam wybaczą- powiedziałem.
- Damon, ja ci pomagam, ale powiedz mi jedno o co w tym wszystkim naprawdę chodzi?- zapytał.- Rozumiem, że chcesz utrzeć nosa Elenie, z którą nigdy za sobą nie przepadaliście, ale po co, aż tyle zachodu? Pamiętaj, że obiecałeś nie przesadzić, a co ja słyszę, iż się zaprzyjaźniłeś z Eleną. Dlaczego z jednej strony chcesz ją podkopać zawodowo, a z drugiej chcesz udawać najlepszego sprzymierzeńca?
- Nawet nie wiesz jak zabawnie jest patrzeć jak ona się piekli- powiedziałem.- Teraz tylko czekać na rozwój wydarzeń, Klaus uważaj tylko żeby z niczym się nie zdradzić. Mam pytanie, czy gdybym potrzebował twojej pomocy będziesz mógł przyjechać?- zapytałem.
- Postaram się- odpowiedział.- Tylko pamiętaj, że muszę wymyślić jakąś wymówkę dla Caroline.
- Weź ją i dzieciaki ze sobą- odpowiedziałem.- Chętnie zobaczę moich siostrzeńców, a tak poza tym będę miał wymówkę żeby sprowadzić Elenę do mojego domu- uśmiechnąłem się.
- Dobrze, dobrze nie rozpędzaj się tak- powiedział.- Masz mnie informować o wszystkich postępach, teraz kończę, zaraz mam spotkanie.
- Bądź pod telefonem- poprosiłem.- Do usłyszenia, kochany szwagrze.
- Nie przylizuj się tak- odpowiedział.- Pilnuj się lepiej- rozłączył się.
________________________________________
Po pierwsze dziękuje Soul za przepiękny szablon, od razu chce mi się pisać:) Co do rozdziału jestem zadowolona, jednak nie wiem czy wam się spodoba, komentujcie. Jeżeli mi się uda to do jutra powinien pojawić się rozdział na  moim nowym Klaroline.


czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 4

- To tutaj?- zapytałam, nie wierząc własnym oczom.- Przecież mówiłeś, że pan Sellieni pracuje w twojej winiarni.
- Pracuje- odpowiedział.- Jednak to nie zmienia faktu, że jego żona prowadzi gospodarstwo. Właśnie dzięki temu możesz z nimi zamieszkać, a co myślałaś, że trafisz do pięciogwiazdkowego hotelu z basenem?- zapytał drwiąco.- Tutaj wszyscy tak pracują, dostają pieniądze za swoją prace, a jedzenie biorą ze swoich własnych upraw.
- Ty również tak robisz?- zapytałam z ciekawością.
- Nie muszę, często dostaje coś od swoich pracowników- spojrzałam na niego z wyrzutem.- Nie martw się płace za wszystko- uśmiechnął się.- Po prostu jestem lubiany.
- Będę mogła pomóc tej kobiecie?- zapytałam.- Bardzo chciałabym spróbować jak wygląda spokojne życie Włochów.
- Myślałem, że jesteś raczej typem księżniczki- zadrwił.- No wiesz taką dziewczyną,  która za nic nie chce się ubrudzić i złamać paznokci.
- W takim razie w ogóle mnie nie znasz- prychnęłam.- A znasz jakiegoś Federica Millianvelliego, czy jak mu tam, on chce negocjować z firmą Klausa kontrakt na budowę jakiegoś wodociągu?
- Nigdy osobiście go nie spotkałem- odparł.- Jednak z tego co słyszałem, dawno temu jego rodzina wyjechała do Stanów, a teraz on przypomniał sobie o Włoszech i chce się wszystkim przypodobać. Podobno to straszny bufon jest, jednak nie zmienia to faktu, że wodociągi zawsze się przydadzą.
- No to szykuje się bardzo miła współpraca- odparłam zrezygnowana.
- Nie mazgaj się tak, będzie dobrze- szturchnął mnie delikatnie w bok.- Teraz chodź, państwo Sellieni na nas czekają, zawiadomiłem ich jakie miałaś przygody- nie mogłam się nie uśmiechnąć.

Państwem Sellieni, okazała się dwójka starszych państwa, koło sześćdziesiątki. Pan Dominico, wysoki, bardzo szczupły, siwowłosy mężczyzna ciągle się uśmiechał i próbował mi coś opowiedzieć, jednak jego żona Valeria nigdy by na to nie pozwoliła, ponieważ sama się do wszystkiego wtrącała. Jak by jednak nie spojrzeć oboje byli bardzo sympatycznymi ludźmi.
- Ragazza, będzie tutaj mieszkała- powiedziała pani Valeria, pokazując mi mój tymczasowy pokój.- Mamy nadzieje, że panience będzie tu dobrze. Jakby czegoś potrzebowała, wystarczy zawołać.
- Dziękuje, na pewno będzie mi wygodnie, bardzo tutaj przytulnie- uśmiechnęła się, widać było, że tym komplementem została mile połechtana.
- Teraz powiem panience jak my tutaj funkcjonujemy. Śniadania będzie musiała jeść sama, bo ja i mąż wcześnie wstajemy pracować, obiady podaje o piętnastej, a kolacje o osiemnastej. Prosimy również, żeby panienka nie wracała zbyt późno do domu, właśnie ze względu na wczesne wstawanie- pokiwałam potakująco głową.
- Rozumiem, będę przestrzegała tych reguł- powiedziałam.- Proszę mi powiedzieć, czy Damon nadal jest na dole?- zapytałam.
- Pan Salvatore, chciał z nami chwilę porozmawiać- odparła.- Jednak, później chce się widzieć również z panienką.
- Jestem Elena i proszę tak na mnie mówić- powiedziałam, uśmiechając się.
- Dobrze panienko Eleno- trudno najwyraźniej będę teraz panienką Eleną, aż do wyjazdu.- Niech się teraz rozgości, a ja zawołam panienkę kiedy skończymy rozmawiać- powiedziała i wyszła z pokoju.

***

- Ona nie może się dowiedzieć prawdy- powiedziałem, kiedy pani Valeria do nas dołączyła.- Wiedzą państwo co należy mówić.
- Wiemy, wiemy panie Salvatore- odparł Dominico.- Panienka Elena, nie wie, że pod nazwiskiem Millianvelli ukrywa się pan. Nasz syn będzie, pańskim przedstawicielem, żeby uniknąć spotkania. Jednak ja czegoś tutaj nie rozumiem, panie Salvatore dlaczego chce pan stwarzać takie pozory, czy coś się stało?
- Panie Dominico, Elena Gilbert to mała złośnica, która myśli, że wszystko jej wolno- odpowiedziałem.- Pora żeby ktoś utarł jej nosa- uśmiechnąłem się.
- Za przeproszeniem- wtrąciła pani Valeria.- Moim zdaniem, panienka Elena to bardzo miła osóbka, a co do pańskiego opisu, lepiej on pasuje do pana- bezpośrednia z niej kobieta.
- Nieważne, zależy mi tylko, żeby wszystko było tak jak ustaliliśmy- odparłem.- Mogłaby pani zawołać Elenę, proszę?- zapytałem.

***

- Nie mogę w to uwierzyć, jak tutaj pięknie- powiedziałam, kiedy przechadzaliśmy się po Florencji.- Czuje się tutaj taki rodzinny klimat, sama nie wiem taki zupełnie niepodobny do wiecznie spieszącego się Nowego Jorku, rozumiesz mnie?
- Oczywiście- odpowiedział.- A myślisz, że dlaczego ja tak nie cierpię wyjazdów do Stanów?- zapytał.- Wolę o wiele spokojniejsze życie.
- Myślę, że też je polubię- odpowiedziałam.- Jednak kiedyś będę musiała wrócić do Stanów, przecież tam czeka na mnie całe życie, praca, rodzina i przyjaciele- w tej chwili zadzwoniła moja komórka. Rozmawiałam przez chwilę.- Damon, dzwonił niejaki Valentino Valverde, pełnomocnik Millianvelliego, jesteśmy umówieni na jutro o piętnastej. Podobno on jest na jakiejś konferencji czy czymś podobnym. Co za leń, wiedząc, że ja przyjeżdżam on sobie wyjechał. Nie ma co, spotkam się z tym Valverde- odparłam.- Tylko w co ja się ubiorę?!- wrzasnęłam.- Przecież nie mam ani żadnych ubrań, ani żadnych pieniędzy!
- Nie panikuj- odpowiedział.- Pomogę ci, pożyczę ci pieniądze, pojedziesz na zakupy. Oddasz kiedy wszystko wróci do normy.
- Powiesz, dlaczego jesteś dla mnie taki miły?- zapytałam podejrzliwie.
- Zwyczajnie mnie nie znasz- odpowiedział i wspólnie ruszyliśmy dalej.
_____________________________________
Nie wiem jakoś mi się nie klei. Chociaż dopiero teraz się zacznie.


Theme by Hanchesteria